Jakby jutra miało nie być - Weronika Tomala • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 12388207088Mojej wnuczce WeroniceŻycie jest jednym wielkim Wilde, Portret Doriana GrayaJesteśmy jak zapałki. Jeden szybki ruch i zajmujemy się jasnym płomieniem. Radośni. Pełni zapału i ślepej wiary w to, że ten cudowny blask będzie wieczny. I zanim zdążymy się ogrzać… już nas nie tak słabi, tak mali, tak krótkotrwali…Najbardziej niedoskonałe urządzenie, jakie można było stworzyć…Dlatego postanowiłem żyć pełnią byłem z góry skazany na porażkę, skoro wiedziałem, że na końcu tej krótkiej drogi czeka mnie tylko rozczarowanie, skoro wstawałem jedynie po to, by paść, to po co się poświęcać, zdzierać, spalać?Jeśli i tak wszystko jest z góry przesądzone?I aby gorzka pigułka rozczarowania była łatwiejsza do przełknięcia, postanowiłem zrobić wszystko, by jak najmniej ucierpieć, jak najwięcej zyskać i jak najbardziej skorzystać na tym, że pojawiłem się na tym dziwnym się tylko się tylko moje dla mnie nie było jak ta spalona zapałka, która przez chwilę zajaśniała i przewidziałem tylko ona Jutro będzie nieboCzym jest wczoraj?Czymś, co minęło?Czymś, przez co przemknęliśmy, niemal niezauważeni, jak spadająca gwiazda w letnią noc?Czymś, co w momencie gdy się dzieje, już należy do chwil minionych? Może… Moje wczoraj było jednym wielkim bólem. I żeby o nim zapomnieć, musiałem przestać odczuwać cokolwiek. Zamknąłem się, zmieniłem w zimny dopiero wtedy mogłem spojrzeć Kraśnik, znany w pewnych kręgach jako Krasny, zawiózł synów do matki, która zawsze opiekowała się chłopcami, gdy on musiał wyjechać w interesach. Igor prowadził kasyno i restaurację. Miał także udziały w paru dyskotekach i w najbliższym czasie planował kilka kolejnych dużych inwestycji. W wieku trzydziestu ośmiu lat był jednym z czołowych wałbrzyskich biznesmenów, znanym również z tego, że nie wszystkie swoje interesy robił całkowicie siedmiu lat samodzielnie wychowywał synów: ośmioletniego Grześka i dziesięcioletniego Marka. Dlaczego samotnie? Nie był to temat, do którego chętnie wracał. Jego żona Iwona po urodzeniu Grzesia nagle stwierdziła, że całe ich małżeństwo było jedną wielką pomyłką i ona nie ma zamiaru dłużej grać w tej komedii. A raczej tragikomedii. Zostawiła go z dwójką maleńkich dzieci i wyjechała do Włoch ze swoim przyjacielem. Igor przyjął to nadspodziewanie spokojnie. Jak na niego. Kochał synów ponad wszystko, a że od najmłodszych lat nauczony był ciężko pracować, wiedział, że świetnie sobie poradzi. Przecież ze wszystkim sobie radził. Najpierw z chorobą ojca. Potem z depresją matki. Później z siostrą – w wieku szesnastu lat zaszła w ciążę z gnojkiem, który, gdy tylko dowiedział się, że zostanie ojcem, odmówił wzięcia na siebie odpowiedzialności i powiedział jej, że mogła nie puszczać się z połową Piaskowej Góry. Wtedy Igor nie zapanował nad sobą i, chociaż miał zaledwie piętnaście lat, rzucił się na niedoszłego szwagra i wybił mu dwa zęby. Dostał za to niezłe manto i przez tydzień leżał w łóżku obolały, a Monika okładała go woreczkami z lodem. Ostatecznie, szczęście w nieszczęściu, Monika poroniła i tym samym uwolniła się od tego skurwiela. Potem, gdy Igor odniósł pierwsze sukcesy, a jego siostra z wielkim powodzeniem zaczęła realizować się w marketingu, gnojkowi nagle wróciły do niej uczucia. I wówczas Igor po raz drugi stracił cierpliwość. Pokazał swoje inne oblicze. Gnojek w końcu zrozumiał, że tak naprawdę Igor był złym człowiekiem. Zimnym, bezlitosnym, nieuznającym żadnych kompromisów. Niewchodzącym w żadne układy, zależności, powiązania. A gdy zostawiła go Iwona, utwierdził się w przekonaniu, że nie warto być dobrym dla ludzi. Choć przecież… miał już doskonałą szkołę dwadzieścia lat temu, kiedy ona go zostawiła. Gdy wyparła się wszystkiego, co sobie obiecywali i, omamiona wizją sławy, luksusu i rozgłosu, wyjechała. Wkrótce wyszła za mąż za dwadzieścia pięć lat starszego od niej mężczyznę. Już wówczas powinien wiedzieć, że nie wolno ufać ludziom. Iwonie nigdy tak do końca nie ufał, a i tak go zaskoczyła. Jedyne dobro, które wyniknęło z tego małżeństwa, to jego synowie, kochał ich szczerą i prostą miłością. A teraz…Teraz siedział w swoim gabinecie i wpatrywał się w gazetę, którą trzymał w ręku. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie ładnej kobiety o szerokim uśmiechu i krótkich kasztanowych włosach z rudymi refleksami, a pod spodem widniał pogrubiony napis:Sławna wałbrzyszanka przybywa na oficjalną premierę swojego najnowszego filmu, który ma szansę na nominację do Oscara. Milena Kępska nie zapomniała, skąd pochodzi, i to właśnie Wałbrzych wybrała na miasto, w którym widzowie po raz pierwszy obejrzą jej film Gdyby miało nie być jutra. W pokazie wezmą udział jedynie zaproszeni goście, którzy będą mogli wejść za okazaniem specjalnych zacisnął usta i zmiąwszy gazetę, rzucił kulkę w głąb pokoju. Złapał za komórkę i nacisnął przycisk połączenia. Nie czekał długo. Patrząc w okno swojego gabinetu, powiedział spokojnym i nieznoszącym sprzeciwu tonem:– Krasny. Załatw mi zaproszenie na premierę tego filmu. Nie. Dla jednej przyjechała do swojego rodzinnego miasta po raz pierwszy, odkąd stała się znaną i uznawaną aktorką. Może mniej lubianą przez krytyków, ale cenioną przez widzów. Jechała przez miasto i widziała, jak wiele się zmieniło, ale też wciąż rozpoznawała ten swój stary, poczciwy Wałbrzych, te znajome odrapane kamienice, te kręte, wiodące pod górę uliczki. Pojechała na Podgórze zobaczyć dom, w którym mieszkała zaraz po przyjściu na świat, a potem się w nim ukrywała, gdy uciekała przed wiecznie wkurzoną i pijaną matką. Matką starszą od niej zaledwie o siedemnaście lat, traktującą Milenę jak zło konieczne, jak przyczynę życiowej porażki. Gdy Milena miała osiem lat, zmarła jej ukochana babcia, która dotąd była jej jedyną opiekunką, i dziewczynce została tylko matka. Ojca nigdy nie poznała, ponieważ nie miał pojęcia o jej istnieniu. Maryla nigdy mu o ciąży nie powiedziała. Gdy matka Mileny była z nią w trzecim miesiącu, przyszły ojciec wyjechał do Stanów i już więcej nikt o nim nie słyszał. Milena była bardzo spokojnym dzieckiem, dobrze się uczyła i starała się nie wchodzić swojej rodzicielce ani jej gościom w drogę. Przeżyła niezliczoną ilość „wujków” pojawiających się u boku matki i jeszcze większą liczbę nieprzespanych nocy, kiedy imprezy zakłócały jej sen. Gdy matka otrzymała kuratora, trochę się uspokoiła. Nie chciała dopuścić do tego, by odebrano jej córkę. Kiedy dziewczyna poszła do liceum, jej matka zachowywała się w miarę poprawnie, jednak w jej życiu nadal rządzili faceci i alkohol. Ale była spokojniejsza, nie awanturowała się już i nie niepokoiła spojrzała ze smutkiem na żółty dom. To właśnie ściany tego domu były świadkami jej przelotnego szczęścia, gdy wciąż jeszcze żyła jej babcia – jej jedyna przyjaciółka i to wszystko już minęło, było daleko poza nią i wiedziała, że już nie przynależy ani do tego domu, ani do tej dzielnicy, ani do tego miasta. Nawet te wspomnienia nie należały już do niej. Były wspomnieniami jakiejś innej kobiety, która kiedyś w niej żyła, ale teraz… teraz już jej nie ma. Jest sławna aktorka, gwiazda, celebrytka. A nie tamta dziewczyna sprzed lat. Dziewczyna, która musiała podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji. Decyzję, która zaważyła na całym jej przyszłym życiu. Jedyną słuszną decyzję po tym, jak została zdradzona przez najbliższą jej osobę. Przestała wtedy wierzyć w miłość, zaufanie, oddanie, wierność. Nauczyła się, że liczą się tylko kariera, kasa, sława i blichtr. To było coś, czego była pewna, coś, co zdobyła sama, coś, co nigdy jej nie potrząsnęła głową, jakby chciała wyrzucić z niej niechciane wspomnienia. Zazwyczaj przychodziło jej to z łatwością, jednak to miasto… Te znajome ulice, budynki, atmosfera… Nawet napotykani ludzie… to wszystko przywołało zapomniane myśli, marzenia, uczucia. Znów przez chwilę była licealistką, która napotkała na swej drodze pierwszą miłość. Choć nie wiedziała jeszcze, że będzie to jej jedyna miłość…– Milka! Milaaaa! – Jasnowłosa dziewczyna szarpała za ramię swoją rudowłosą koleżankę, która zagłębiona w lekturze nie zwracała uwagi na panujący wokół harmider. Siedziały na trybunie hali sportowej, w której rozgrywał się właśnie finałowy mecz drużyn koszykarskich – z liceów ogólnokształcących numer I i II w Wałbrzychu. Milena przyszła tutaj tylko ze względu na Zuzkę, która podkochiwała się w jednym z rozgrywających, w Kubie Bartnickim.– Jezu, co?! – warknęła z niecierpliwością, wracając powoli do rzeczywistości.– Krasny władował czternastego kosza! – Blondynka uśmiechnęła się szeroko, krzycząc jej do ucha. Rudowłosa odsunęła głowę i spojrzała na uradowaną przyjaciółkę.– No to super?– Za każdym razem patrzy na ciebie i robi ukłon, jakby to dla ciebie strzelał te kosze.– Taaa, jasne. – Milena odparła z sarkazmem, jednak schowała książkę do plecaka i do końca wygranego przez „jedynkę” meczu nie odrywała wzroku od wysokiego, ciemnowłosego chłopaka. W sumie widok przedstawiał się całkiem nieźle. Gdyby jednak Igor Kraśnik nie był takim zapatrzonym w siebie dupkiem, przekonanym, że świat bez niego nie mógłby normalnie funkcjonować, byłoby o niebo lepiej. I gdyby czasami najpierw się zastanowił, zamiast od razu używać siły fizycznej, to również byłby, przynajmniej w oczach Mileny, atrakcyjniejszy. Ale od pewnego czasu zauważała, że ten przystojniak z trzeciej klasy pojawia się zawsze tam, gdzie ona, i wpatruje się w nią bez żadnego skrępowania. Jednak Milena widziała wianuszek dziewczyn, który zawsze go otaczał, i nie miała zamiaru stać się jedną z zakończonym meczu tłum wiwatującej młodzieży ruszył do wyjścia. Milena powoli udała się w kierunku przystanku autobusowego – Zuzka miała niedaleko do domu, więc pożegnały się tuż po wyjściu z hali. Było zbyt zimno, by Zuza marzła wraz z oparła się o zimny mur budynku i czekała na autobus jadący w kierunku Podgórza. Przymknęła oczy i ze wszystkich sił starała się nie myśleć o tym, co będzie się działo w domu. Bo w tym domu z reguły coś się działo. Dlatego ona uciekała w świat książek i muzyki, znajdując tam ukojenie. No i zostawało jeszcze kółko teatralne, gdzie mogła wczuwać się w różne role i nigdy nie pokazywać swojej prawdziwej twarzy. Nie chciała, aby ktoś wiedział, że twarda, ruda Milka jest tak naprawdę wrażliwą, spragnioną miłości, wciąż tęskniącą za babcią dziewczyną.– Jedziesz do domu? – Usłyszała cichy głos i drgnęła przestraszona. Uniosła głowę i spojrzała w niemal granatowe oczy.– Tak – odparła, zastanawiając się, czego on właściwie od niej chce.– Odprowadzę cię.– Przecież ty chyba mieszkasz na Piaskowej? – spytała, zanim zdołała ugryźć się w język. Skąd, do cholery, mogła wiedzieć, gdzie on mieszka?!Uśmiechnął się i dostrzegła ciemny błysk w jego oczach.– Nie szkodzi. Odwiozę pojechał z nią. Odprowadził pod sam dom. Nie chciała, aby wchodził do środka, bo już na klatce schodowej dobiegły ją głośne dźwięki muzyki. Znak, że matka robi kolejną szaloną tych kilku chwil, które spędzili razem, zrozumiała, że Krasny ma nieźle poukładane w głowie. Sposób, w jaki na nią patrzył, sprawiał, że czuła się jak na karuzeli. I chciałaby, aby takie chwile, kiedy idą razem ciemną ulicą i rozmawiają na wszystkie możliwe tematy, kiedy jej ramię raz po raz dotyka jego ręki i wtedy tak po prostu, niby przypadkiem, zerkają na siebie, trwały zdjęła okulary przeciwsłoneczne i potarła zmęczone oczy. Będzie musiała położyć się na chwilę z jakąś maseczką i zimnym okładem na powiekach, aby na premierze wyglądać jak człowiek. Wiedziała, że przyjazd do Wałbrzycha obudzi w niej bolesne wspomnienia, ale to ona uparła się, aby właśnie tutaj odbyła się premiera, jakby czuła, że teraz wreszcie nadszedł czas, aby rozliczyć się z przeszłością. Aby stawić jej czoła. Aby zrozumieć. A może nawet przebaczyć? Chociaż nie. Nie mogła aż tak daleko posuwać się w tym swoim dziwnym pragnieniu uporania się z wróciła do hotelu, jej agentka czekała na nią w holu.– Mila, gdzie się podziewasz? Redaktor z lokalnej gazety chce przeprowadzić z tobą wywiad. – Joanna prowadziła jej sprawy od dziesięciu lat i robiła to naprawdę dobrze. Gdy Milka zakończyła głośny romans i nieudane małżeństwo z dużo starszym od siebie reżyserem, to znalazła się pod obstrzałem mediów, a wtedy Joanna broniła jej jak mityczny Cerber. I to dzięki jej zabiegom Milena dostała rolę w Gdyby miało nie być jutra, co okazało się strzałem w dziesiątkę.– Spokojnie, musiałam się przejechać. Kiedy ten redaktor chce ze mną rozmawiać? – Milena szła w kierunku recepcji, aby odebrać klucze od pokoju.– Najlepiej dzisiaj, przed jutrzejszą premierą. Zastrzegłam, że może pytać tylko o tematy związane z filmem i z planami na przyszłość. Żadnej prywaty ani nawiązywania do twoich korzeni.– I dobrze. Pamiętaj, jedno drażliwe pytanie i nici z wywiadu.– Oczywiście, Mila. Facet dobrze o tym dotarły do pokoju, Milena podeszła do barku i nalała sobie whisky. Wypiła jednym haustem i zapadła się w głębokim fotelu. Joanna spojrzała na nią z troską.– Byłaś tam?Rudowłosa milcząco przytaknęła. Jej agentka oczywiście była wtajemniczona w jej przeszłość i często z nią o tym rozmawiała. Przeszłość Mileny bowiem zdawała się ciągle czaić gdzieś w zakamarkach jej umysłu.– Dom babci wygląda jak przed laty. A w jej mieszkaniu ktoś mieszka, widziałam wymienione okna, ładne firanki.– A u niej? – Joanna usiadła w drugim fotelu.– U niej nie byłam. Nie mam zamiaru.– Nie martwisz się, że ona przyjdzie na premierę?Milena roześmiała się.– Nie stać jej będzie, poza tym bilety są tylko dla VIP-ów, nie sądzę, żeby ona się do nich zaliczała. Ani żaden z jej przyjaciół. – Zaśmiała się nieszczerze.– No tak. Jeszcze tylko dwa dni i wyjedziemy stąd. Dasz radę, Mila.– Jasne, że dam. Zawsze dawałam i nie zamierzam tego zmieniać. – Milena utkwiła twardy wzrok w pustej szklance z grubo ciosanego szkła i wiedziała, że nie powiedziała swojej agentce całej prawdy. Bo o ile nie bała się przypadkowego spotkania z własną matką, o której już dawno przestała w ten sposób myśleć, to jednak był jeszcze ktoś, kogo bała się jak najgorszego koszmaru. I nie opuszczało jej dziwne przeczucie, że ten ktoś ma i możliwości, i ochotę, aby się z nią spotkać. Aby pojawić się na premierze jej filmu. A najgorsze było to, że gdzieś głęboko w jej umyśle pojawiło się przekonanie, że właśnie dlatego premiera jej filmu odbywa się w tym mieście. Mieście, w którym narodziła się i umarła miłość. W mieście & Marylin Manson, Cry For YouPodobno jedyne, co w nas naprawdę pozostanie, to wspomnienia. Oznaka naszej bytności w latach ubiegłych, niczym zapisana na taśmie wideo etiuda przemykająca urywanymi obrazami w naszych umysłach. Tylko taśmę można skasować, można nie mogłem zrobić tego samego z własnymi myślami? Jeden przycisk i wreszcie uwolniłbym się od wspomnień. I od Kępska uśmiechała się swoim firmowym, uroczym uśmiechem, który sprawiał, że obecnym na sali miękły kolana. Miała do perfekcji opanowane kontakty z prasą – dziennikarze ją lubili, bo zawsze znalazła dla nich czas i powiedziała kilka słów do kamery lub mikrofonu. Stawała się wrogo nastawiona jedynie w momentach, gdy któryś z przedstawicieli mediów próbował naciągnąć ją na zwierzenia osobiste. Dlatego na każdej konferencji prasowej padało zastrzeżenie, aby nie zadawać pytań związanych z życiem aktorki.– Jak pani ocenia swoją grę w Gdyby miało nie być jutra? – spytała dziewczyna z wałbrzyskiego radia.– Dałam z siebie wszystko. Główna bohaterka… żyła we mnie. Po prostu na jakiś czas porzuciłam swoją osobowość i stałam się Natalią.– Jak współpracowało się pani z resztą obsady? – dopytywał dziennikarz z ogólnopolskiego magazynu poświęconego kinu.– Świetnie. To profesjonaliści, a do tego wspaniali ludzie. Zespół był naprawdę zgrany – odpowiedziała Milena bez zastanowienia.– Dlaczego akurat Wałbrzych? – Pytanie ponownie zadała dziennikarka zawahała się, ale odpowiedziała niemal natychmiast, nie dając po sobie poznać, że pytanie zaczyna wkraczać na „teren prywatny”.– To moje rodzinne miasto. Taki powrót do korzeni. To chyba normalne?– Czy pani bliscy są dumni z pani osiągnięć? – spytał jakiś jasnowłosy dziennikarz, sprawiając, że stali bywalcy konferencji prasowych Mileny spojrzeli na niego z pogardą.– Następne pytanie! – Joanna była jak zawsze czujna.– Jakie są pani najbliższe plany?– Teraz trochę się pourlopuję. Dostałam kilka propozycji, przeglądam scenariusze, jeszcze nie podjęłam żadnej decyzji.– Czy pani matka będzie na premierze filmu?Milena spojrzała z wściekłością na wścibskiego dziennikarza i dała swojej menadżerce sygnał do zakończenia spotkania.– Dziękujemy państwu, panią Kępską czeka jutro emocjonujący wieczór, na pewno po pokazie niektórzy z państwa będą mogli zadać jej kilka pytań.– Ale… Pani Kępska!… Milena! Może jeszcze… Jak?Pytania utknęły w kakofonii ogólnego zamieszania, ale Milena już tego nie słyszała. Wyszła bocznym wyjściem odprowadzana przez ochronę, za nią szła Joanna.– Co to za dupek? – warknęła aktorka, gdy już znalazły się w samochodzie.– To jakaś tutejsza gazeta. Dostał akredytację, bo jest przedstawicielem lokalnych mediów. Nie chcieliśmy, aby później pisali, że masz gdzieś mniejsze gazety.– Szuka taniej sensacji. Wredna, mała menda – Milena zaciskała szczęki i ciężko oddychała.– Nie przejmuj się nim, to płotka.– Zasady są zasadami! – Rudowłosa kobieta utkwiła w swej menadżerce twardy wzrok. – Nikt nie ma prawa mnie pytać o moje życie. Ani o nią!Igor zrobił ostatni przelew i oparł się o skórzane oparcie fotela. Czekał na Sebola, który już jechał w kierunku Cristala. I myślał o swoich synach. Grześ miał w przyszłym tygodniu urodziny, zastanawiał się więc nad prezentem dla chłopca. Myślał o wielu rzeczach, byleby tylko zaprzątnąć czymś umysł i nie skupiać się na tym, o czym bał się rozmyślać. Na całe szczęście usłyszał tupot ciężkich butów i po chwili otworzyły się drzwi jego gabinetu. Do środka wpadł wysoki, potężny facet z ogoloną na gładko czaszką.– Co się tak tłuczesz? – Igor przewrócił oczami.– Szefie, ale jaja! – Olbrzym usiadł na krześle, które zaskrzypiało pod jego potężnym ciałem.– Co jest?– Rozmawiałem z tą menadżerką, ta impreza, co jutro tu będzie, to po premierze tego filmu, co gra ta szefa spojrzał czujnie na Sebola, czy mógł się domyślać, że…? Nie, to niemożliwe. Na wszelki wypadek postanowił ukręcić łeb plotkom, zanim powstaną.– Ale wielka sensacja. Przecież wiedziałem o tym, myślisz, że nie wiem, co się dzieje w mojej firmie? – powiedział spokojnie, kierując myśli współpracownika na inne tory niż znajomość szefa z aktorką.– Ale szefie! Ta Kępska to wielka gwiazda! Zajebista reklama dla naszej knajpy! – ekscytował się Sebol.– Wiem. Dlatego się zgodziłem – dodał Krasny, ucinając wszelkie swoich pracowników mógł okłamywać. Bo siebie samego… nie, to już nie było takie proste. Nic nie było proste, kiedy tylko rudowłosa dziewczyna pojawiała się w jego głowie. We wspomnieniach. Była tam niemal zawsze. Ukrywał to głęboko, ale ona tam tkwiła jak zadra, przypominając o czasach, które do niej, mieszkała na Podgórzu w starej, poniemieckiej kamienicy. Kilka razy odprowadziłem ją tam, ale widziałem, że krępuje się zaprosić mnie do siebie. Podejrzewałem, że musi mieć jakiś problem ze starymi, choć nie byłem pewien. Wiedziałem tylko, że muszę się z nią zobaczyć. Coś mnie do niej ciągnęło, cały czas o niej myślałem, a w szkole starałem się wciąż na nią wpadać. Moi kumple domyślili się, że ta mała ruda bardzo mi się podoba. Miałem gdzieś ich głupie docinki i wścibstwo, najważniejsze było dla mnie to, że Milena ze mną rozmawiała, szczerze i otwarcie. Nigdy przede mną nie grała. Nie udawała, nie przymilała się. Była sobą, nie kolejną panienką, której zależało na poderwaniu Krasnego. I ja przy niej też mogłem być szczery. Mogłem być sobą. Szedłem Katowicką i skręciłem w Reymonta. Mieszkała w tym brudno-pomarańczowym budynku. Wbiegłem na parter i już tam do moich uszu dobiegły odgłosy jakiejś burzliwej awantury. Szybko zorientowałem się, że ten hałas dochodzi z mieszkania Kępskich. Stanąłem niezdecydowany, nie wiedząc, co robić. Wreszcie usłyszałem krzyk Mileny: „Mam tego dość!”. Drzwi otworzyły się z hukiem i zapłakana dziewczyna wypadła na klatkę schodową. Gdy mnie dostrzegła, zatrzymała się na moment. Wyglądała na niepewną i zagubioną.– Co ty tu… – Jej dalsze słowa zginęły w duszącym szlochu, który próbowała zdusić dłonią, a gdy jej się nie udało, machnęła ręką i zbiegła po schodach na dwór. Z mieszkania wytoczyła się ładna blondynka o przepitej twarzy, ubrana tylko w prześwitującą halkę. Za nią stał facet, kiwał się, nie mogąc zachować równowagi, a jego czerwony nochal jednoznacznie wskazywał na zainteresowania.– Śliczniutki – wybełkotała roznegliżowana blondynka. – Zgubiłeś się?Odwróciłem się bez słowa i wybiegłem na ulicę w poszukiwaniu Milki. Dostrzegłem ją w górze ulicy. Biegła w kierunku starego wiaduktu. Ruszyłem za nią i szybko dogoniłem. Złapałem ją za ramiona i odwróciłem do siebie. Była zapłakana, na czerwonym od płaczu policzku wciąż było widać odbity ślad dłoni.– Milena, co się stało?– Zostaw mnie. Wszyscy mnie zostawcie! – Odepchnęła mnie i chyba dopiero wtedy zrozumiała, że to ja. – Co ty tu robisz? Po co tu przyjechałeś? Jezu! – Zakryła dłońmi twarz, ale zdążyłem dostrzec w jej oczach wstyd i zażenowanie.– Milena, ojciec cię uderzył? Milena, proszę, spójrz na mnie. – Złapałem ją za nadgarstki i zmusiłem, żeby na mnie spojrzała.– Krasny. Źle ulokowałeś swoje zainteresowania. Idź do swojego świata. – Patrzyła na mnie już bez wstydu. Za to z jakimś dziwnym żalem.– Myślę, że doskonale ulokowałem swoje zainteresowania. Chcę być z tobą. Nieważne, kim są twoi rodzice. Liczy się tylko to, kim ty na mnie i wiedziałem, że intensywnie myśli – rozważa to, co jej powiedziałem. Prawda czy kłamstwo? Szczerość czy fałsz? Wreszcie westchnęła i ramiona opadły jej w bezbronnym geście rezygnacji. Spojrzała na mnie oczami pełnymi rozpaczy.– To nie jest mój ojciec. Ja… nie mam ojca. A moja matka jest Tak proste słowa. Niemal beznamiętne. A uderzyły mnie jak obuchem. Ja zawsze miałem rodzinę – ojca, matkę, siostrę. Kochali mnie, a ja kochałem ich. Pierwszy raz porównałem moje życie z życiem tej dziewczyny. I zrozumiałem, jak wielka dzieli nas przepaść. Ogarnął mnie niewypowiedziany żal. I zrozumiałem, że dla mnie już nic nie będzie takie samo, dopóki nie pomogę Milenie wyrwać się z tego domu.– Chcę z tobą być. Zależy mi na tobie. Bardzo. I pomogę ci. Tylko pozwól mi na to. – Podszedłem krok bliżej i patrzyłem jej prosto w oczy. Ona wpatrywała się w moje i znowu wszystko rozważała. I wreszcie… oparła czoło o moją pierś, a ja przytuliłem ją do siebie. I tak staliśmy, ja głaskałem jej włosy, a ona szlochała w moją kurtkę. I wiedziałem, że ta dziewczyna na zawsze zagości w moim sercu. W moim życiu. Pragnąłem tego bardziej niż czegokolwiek zamknął gabinet i powoli ruszył w stronę parkingu. Odkąd ona znów pojawiła się w jego życiu, ciężko mu było skupić się na czymkolwiek i nie myśleć o tym, co było. I o tym, co jest. O tym, co może być, nie myślał, chyba że myśli te dotyczyły przyszłości jego synów. Teraz oni byli dla niego najważniejsi, wszystko co robił, robił po to, aby zapewnić im dostatnie życie i bezpieczeństwo. Łatwo było robić interesy, zarabiać pieniądze, kosić konkurentów. Gorzej, gdy przychodził wieczór, gdy chłopcy leżeli już w łóżkach, a samotność pukała do drzwi pustej sypialni. Dlatego Igor ciągle pracował, niemal od rana do wieczora, jedynie weekendy i poranki poświęcając synom. Pomagały mu matka i siostra, które nigdy tak naprawdę nie dowiedziały się, co wydarzyło się przed laty i dlaczego rozstał się ze swoją dziewczyną. Przecież szalał za nią, a ich związek był przykładem na to, że prawdziwa miłość naprawdę istnieje. Lecz Krasny wiedział swoje. Miłość pojawia się i znika, a jedno, co jest pewne, to kasa i władza. I tego się wszedł do domu, synowie oglądali telewizję, matka kończyła sprzątać w kuchni. Często zastanawiał się, jak by żył, gdyby nie ona. Zawsze przy nim trwała, pomagała mu, wspierała go. A sama przecież też wiele przeżyła. Gdy zmarł ojciec, Igor myślał, że mama nie poradzi sobie bez niego. Rodzice byli bardzo ze sobą związani, kochali się mocno i gdy patrzył na nich, jako dziecko zawsze marzył o takiej właśnie miłości. Kiedy jego siostra przeżyła swój koszmar, a on został sam, bo Milena wolała karierę i związek ze starszym reżyserem, Igor przestał wierzyć, że takie uczucie jest możliwe. A gdy Iwona odeszła i zostawiła go z synami… coś w nim pękło. Umarło. I cały czas żył w takiej uczuciowej pustce, przekazując tylko ogrom miłości synom, matce i siostrze.– Jesteś głodny?– Nie mamo, dziękuję. Jak chłopcy?– W porządku. Lekcje odrobione, kolację zjedli. Grzesiek chyba ma do ciebie sprawę. – Starsza kobieta uśmiechnęła się i pokręciła usiadł w fotelu i popatrzył na synów. Obaj byli tak bardzo podobni do niego, ale starszy, Marek, miał oczy swojej matki. Grześ za to wyglądał kropka w kropkę jak ojciec.– Co tam, wojownicy?– Tato! – Chłopcy chyba dopiero teraz dostrzegli, że nie są już sami w salonie. Skoczyli na tatę, niemal go przygniatając.– Udusicie mnie! – śmiał się Igor, siłując się z szalejącymi synami. Gdy powitania się zakończyły, spojrzał na Grzesia.– Babcia mówiła, że masz sprawę.– No tak, tato. Co jest za tydzień? – Blondynek patrzył z niewinną potarł w zamyśleniu czoło.– Hmmm. Za tydzień? Czekaj, dzisiaj mamy czwartek, więc za tydzień… Mam! Będzie czwartek! – wykrzyknął radośnie, udając, że zupełnie nie rozumie, o co syn go pyta.– Oj, tato, wiesz doskonale! – Grześ nie dał się zwieść podstępowi ojca.– Wiem, twoje urodziny, przecież już chyba zaprosiłeś kumpli? – spytał poważnie Igor.– Tak, ale chciałem porozmawiać na temat prezentu.– Co takiego? – spytał zaskoczony.– No bo Marek dostał iPoda. Ja też chcę.– Jestem starszy, baranie – odezwał się pogardliwym tonem zapatrzony w bajkę Marek.– Nie mów tak do brata. Nie przypominam barana, więc wy też nie. – Igor szybko zareagował i skupił wzrok na młodszym synu. – Dostałeś stare mp3 Marka, chyba jeszcze działa?– No tak, ale iPod jest lepszy, więcej tam wchodzi, no proooooszę – upierał się Grześ.– Zastanowię się. Poza tym prezent ma być niespodzianką.– Będę bardzo zaskoczony, obiecuję, roześmiał się, bo Grzesiek często w ten sposób wymuszał wiele rzeczy na babci czy cioci, ale na nim jeszcze nie próbował takich sztuczek. Musiał przyznać, że syn był bardzo przekonujący. Gdy chłopcy poszli już spać, Igor udał się do pokoju matki, która oglądała swój ulubiony serial. Mama wprawdzie miała swoje mieszkanie, ale często zostawała u Igora.– A gdzie Monika? – spytał zaniepokojony.– Poszła do kina czy coś. – Starsza kobieta wzruszyła wrócił do salonu, nalał sobie whisky i zmieniając kolejno kanały w telewizorze, starał się choć na chwilę przestać myśleć o pewnej rudowłosej dziewczynie. Nagle usłyszał odgłos podjeżdżającego pod ich posesję samochodu. Podszedł do kuchennego okna i ujrzał Monikę wysiadającą z czarnego bmw. Nie musiał dostrzec kierowcy, aby wiedzieć, z kim przyjechała jego siostra. Jednak, chcąc nie chcąc, ujrzał, jak z auta wybiega Sebol – jego prawa ręka – i szarmancko przytrzymuje dziewczynie drzwi. Nawiasem mówiąc, Monika wydawała się bardzo z tego zadowolona. Sebol objął dziewczynę i krótko pocałował. Ta pogłaskała go po wygolonej czaszce i posyłając mu jeszcze jednego całusa, weszła do czmychnął do salonu, biorąc do ręki pilota.– No, Sebol, to nie było mądre z twojej strony – mruknął do siebie i już wiedział, czego może się spodziewać po jutrze. I że dla Sebola następny dzień zacznie się dużo gorzej, niż skończył się ten. Bo ostatnią rzeczą, jakiej Igor pragnął dla Moniki, było to, żeby związała się z chłopakiem z Grzeszczak, Sen o przyszłościNajlepiej byłoby nie mieć marzeń. Nie śnić. Nie myśleć. To byłoby wybawieniem. Dla niektórych. Na pewno dla ją ujrzałem, gdy usłyszałem jej głos, gdy spojrzałem w jej oczy… czas się zatrzymał. Znów miałem osiemnaście lat. Byłem w niej szaleńczo zakochany, tak jak potem przypomniałem sobie, dokąd nas to doprowadziło, i stałem się z powrotem sobą. Zimnym głazem bez jednak wciąż marzę… śnię… rozmyślam…Gdy ekran zgasł, w kinie zaległa cisza. Milena słyszała tylko szum krwi w uszach i trwała w oczekiwaniu na reakcję widowni. Nagły ogłuszający aplauz niemal ją przestraszył. Owacje na stojąco, okrzyki, triumfalne gwizdy. Widzowie bili brawo, rzucali kwiaty w jej kierunku, obecni na premierze dziennikarze robili zdjęcia. Jej kolejny film został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Tak bardzo się bała, bo tak wiele dała postaci Natalii z siebie samej. A w scenach, w których bohaterka użera się ze swoim uzależnionym od alkoholu mężem, wydawało się jej, że wraca do przeszłości i dźwiga bezwładne ciało matki z podłogi, aby ułożyć je w pomiętej pościeli. Czasami granie tej roli przychodziło jej z trudem, ale teraz wiedziała, że było uśmiechała się, dziękowała, kłaniała się i machała do widzów. Nagle poczuła uporczywe spojrzenie, które niemal się w nią wwiercało. Nie potrafiłaby tego wytłumaczyć, ale to tak, jakby cudza wola zmusiła ją, żeby spojrzała w tamtą stronę. Nie umiała oprzeć się tej sile. Spojrzała. I dojrzała jego. Górował nad innymi, wysoki, ciemnowłosy, taki znajomy, a jednocześnie daleki i obcy. Niewiele się zmienił, może się troszkę postarzał, jak i ona, może włosy miał przyprószone siwizną. Ale nadal był niesamowicie przystojny. Tylko te oczy… Takie obce. Takie groźne. Takie obojętne i niemal wyprane z wszelkich uczuć. Poczuła, że drżą jej dłonie i użyła całej siły woli, aby ominąć jego postać i spojrzeć w przeciwnym kierunku. Było to trudniejsze niż zagranie jakiejkolwiek innej wprawdzie obejrzał film z wielkim zaangażowaniem i przyjemnością, ale nie przypuszczał, że całe to doświadczenie będzie dla niego aż tak trudne. A przecież poszedł na tę premierę, aby siebie sprawdzić. Aby zobaczyć, czy jest tak silny, za jakiego się uważał. Jednakże gdy zobaczył ją jednocześnie na ekranie i te kilka rzędów przed sobą, poczuł się, jakby życie wymierzyło mu potężny cios. Potem, gdy wszyscy bili brawo, gdy tłum szalał z entuzjazmu, on stał nieruchomo i nie spuszczał wzroku z rudowłosej dziewczyny. I jakby ściągnął ją i myślami, i siłą spojrzenia, bo nagle popatrzyła wprost na niego. Gdy ich oczy się spotkały, zobaczył w tych zielonych tęczówkach coś dziwnego. Nienawiść. Wprawdzie na dnie tych oczu, pod tą wszechobecną i przerażającą nienawiścią było coś więcej, coś, czego nie rozumiał, ale co tak doskonale pamiętał. Milena zawsze tak na niego patrzyła, gdy nie widzieli się przez dłuższy czas i gdy stęskniona biegła do niego, aby skryć się w jego objęciach. To było jak drugi, kończący walkę cios. Przybrał maskę obojętności, starając się nie okazywać, jak wielkie zrobiła na nim wrażenie. Ona też szybko odzyskała równowagę i omiotła go wzrokiem, jakby był jednym z widzów, kimś, kogo nie znała. Kimś obcym. Bo był. Właśnie samochód wiozący obsadę filmu dotarł do Cristala, już się tam roiło od dziennikarzy i fotoreporterów, a także zwykłych gapiów, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć twarze znane z kina czy telewizji. Kiedy Milena i jej entourage znaleźli się wewnątrz ekskluzywnej restauracji, podszedł do nich kierownik sali i zaprowadził do stolika. Milena rozmawiała swobodnie z kolegami z planu, Joanna umawiała się z jakimś fotoreporterem na fotorelację z zamkniętej dla prasy kolacji, Aneta, odtwórczyni roli matki Natalii, flirtowała zaciekle z młodszym od niej o dekadę Michałem, aktorem, który grał zakochanego w Natalii Patryka. I gdy aktorka myślała, że już nic jej nie grozi, dostrzegła Igora Kraśnika. Stał oparty o bar w części klubowej i patrzył wprost na nią, rozmawiając z jednym z menadżerów. Milena poczuła niepokój. Gdy Joanna wróciła do stolika, pochyliła się ku swojej przyjaciółce i spytała:– Do kogo należy ta restauracja?Joanna spojrzała na nią zdziwiona, że pyta o takie rzeczy.– Do jakiegoś wałbrzyskiego biznesmena, podobno najlepsza w mieście. O! Tam chyba stoi ten facet. Przystojniak, nie ma co. – Joanna zachichotała.– Przepraszam – wymamrotała Milena i uciekła do łazienki. Zmoczyła dłonie zimną wodą, wytarła je w papierową chusteczkę i przyłożyła ochłodzone ręce do rozpalonej twarzy. Za dużo tych spotkań z Igorem. Wprawdzie gdy tylko dojrzała go w kinie, wiedziała, że ich nie uniknie i podświadomie miała na nie nadzieję. Odetchnęła głęboko i wyszła z łazienki. I stanęła wprost przed Igorem.– Witaj.– na siebie w zupełnym milczeniu. Wreszcie Igor powiedział cicho:– Świetnie zagrałaś. Gratuluję.– Dziękuję. – Była na siebie zła, bo jego komplement sprawił jej przyjemność.– Zawsze byłaś świetną aktorką. Grę miałaś we na niego gwałtownie. Wiedziała, że jego słowa niosły w sobie jakiś podtekst.– Każdy robi to, w czym jest najlepszy – odparła swobodnie, chociaż była cała spięta.– Chyba masz rację… – Jego twarz znów była maską obojętności.– Nie wiedziałam, że to twoja restauracja. – Milena uśmiechnęła się lekko, nie chciała rozmawiać z nim w ten sposób.– Domyślam się. Gdybyś wiedziała, na pewno byś tu nie przyszła. – Objął się ramionami i patrzył na nią z góry. Wrogi i obcy.– Skąd możesz to wiedzieć? Nic o mnie nie wiesz! – Zdenerwowała się. Zachowywał się, jakby to ona zawiniła, że to wszystko… że wszystko tak się potoczyło.– Wiem o tobie jedynie to, że potrafisz świetnie grać – powiedział spokojnie, ale tak jadowitym tonem, że na chwilę odebrało jej oddech. Krasny wykorzystał to, kiwnął jej głową w niemym pożegnaniu, odwrócił się i poszedł schodami do góry, gdzie zapewne miał biuro. Milena stała jeszcze chwilę, próbując odzyskać równowagę. Gdy zaczerpnęła kilka głębokich oddechów, wróciła do swojego towarzystwa, przeklinając głupi pomysł, aby premiera jej filmu odbyła się właśnie w tym przeklętym Milena ruszyła w drogę powrotną do Warszawy. Czekało na nią mnóstwo spraw, a niemal przez całą podróż Joanna przedstawiała jej plan zajęć, spotkań, rautów, imprez, na których Milena powinna się w Warszawie pokazać. Aby, jak to mawiała menadżerka, „utrzymać się na fali”. Aktorka kiwała głową jak automat, aż w końcu Aśka zorientowała się, że jej nie słucha. Z westchnieniem zamknęła laptopa i popatrzyła ze zmarszczonym czołem na siedzącą obok przyjaciółkę, a jednocześnie pracodawczynię.– Co jest grane? – spytała cicho.Gdyby miało nie być jutra Lyrics: Gdyby miało nie być jutra, kupiłbym 45-tkę / Naładował magazynek i zajebał komuś portfel / Zgarnął cały hajs jaki miał na koncie / I wyjechał nową Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie poradzić z bólem. By przetrwać, postanowił żyć tak, jakby nie miał nic do stracenia: mocno, bez zahamowań i na krawędzi. Bo bez niej nic nie miało sensu. Równie dobrze mógł zostać królem miejskiego półświatka. Teraz Milena wraca do ich rodzinnego miasta w glorii gwiazdy filmowej. Choć odniosła sukces, nie jest szczęśliwa. Pora jednak stawić czoło przeszłości. I zdrajcy, którym okazał się najbliższy jej człowiek. Tyle że sercu nie można rozkazywać. A Milenę i Igora łączy uczucie jedyne w swoim rodzaju. Czy okaże się dość silne, by pokonać kłamstwa, żal i lata milczenia? Ten związek może być najbardziej szaloną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobili. Ale żyje się raz. I kocha prawdziwie też tylko raz. [nota wydawcy]
[Zwrotka 2: Szymi Szyms, OsaKa] Gdybym miał już za coś pić, to za to, żeby żyć Jakby jutra już nie miało być Jakbym nie miał dokąd iść, to i tak poszedłbym Bo już nie mam do
FilmKal Ho Naa Ho20033 godz. 6 min. {"id":"154964","linkUrl":"/film/Gdyby+jutra+nie+by%C5%82o-2003-154964","alt":"Gdyby jutra nie było","imgUrl":" życie niezadowolonej ze swego losu Nainy wkracza niepoprawny optymista Aman. Próbuje on zeswatać ze sobą pesymistkę i jej nieudolnego przyjaciela, Rohita. Więcej Mniej {"tv":"/film/Gdyby+jutra+nie+by%C5%82o-2003-154964/tv","cinema":"/film/Gdyby+jutra+nie+by%C5%82o-2003-154964/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Wzruszający, ale i nie pozbawiony humoru, kolejny bollywoodzki film o miłości i jej przeszkodach. Dla odmiany akcja dzieje się nie w Indiach, ale w Stanach Zjednoczonych. Naina (Preity Zinta) jest młodą dziewczyną, która straciła umiejętność cieszenia się życiem. Wraz ze swoją hinduską rodziną mieszka na jednym z nowojorskich osiedli. WWzruszający, ale i nie pozbawiony humoru, kolejny bollywoodzki film o miłości i jej przeszkodach. Dla odmiany akcja dzieje się nie w Indiach, ale w Stanach Zjednoczonych. Naina (Preity Zinta) jest młodą dziewczyną, która straciła umiejętność cieszenia się życiem. Wraz ze swoją hinduską rodziną mieszka na jednym z nowojorskich osiedli. W jej otoczeniu pojawia się przystojny i nieco bezczelny Aman (Shah Rukh Khan), który na wszelkie sposoby stara się jej tę radość życia przywrócić. Jego optymizm zaraża, choć początkowo nie przekonuje Nainy. Nikt nie wie, że ten młody mężczyzna skrywa pewien sekret. "Gdyby jutra nie było" to jedno z pierwszych dzieł wytwórni Bollywood, z jakim się spotkałam. Sięgnęłam po film z czystej ciekawości i od razu podbił on moje serce i przerósł najśmielsze oczekiwania, a niesione przez niego przesłanie głęboko zapadło mi w pamięć. Myślę, że jest to jeden z najlepszych melodramatów w historii kina, nie tylko ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 85%Ci, którzy mieli do czynienia choćby z kilkoma hinduskimi filmami, których do końca nie da się zaklasyfikować gatunkowo, bez problemu odpowiedzą na to pytanie. Niedawno można było obserwować przyjęcie w Polsce filmu "Czasem słońce, czasem deszcz" Karana Johara. Te barwne obrazy przenoszą widza w inny świat; świat, w którym zdecydowanie wolimy być - ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 81% Kal Ho Naa Ho jest jednym z moich ulubionych filmów i jednocześnie jednym z tych, do którego mogę wracać po kilkanaście razy i nadal jest równie piękny, ciekawy i wzruszający. Siedzi mi w głowie przez najbliższe dni, czy nawet tygodnie. Piosenka tytułowa jest ze mną praktycznie ... więcej Ten film widział chyba każdy kto kiedykolwiek miał styczność z bolly. I dobrze, bo warto go obejrzeć szkoda że w tv nie puszczają takich filmów.. kino indyjskie ma w sobie właśnie takie perełki jak ''Gdyby jutra nie było''.. zachwycajacy :) Oglądałam wiele filmów, ale żaden nie poruszył mnie tak bardzo jak ten. Pod koniec płakałam strasznie i nie mogłam przestać... Shahrukh Khan to cudowny aktor. Widziałam już kilka filmów z nim, ale ten podbił moje serce. Zdecydowanie polecam. Film poruszający, z głębią. Bajeczne barwy. Aktorzy świetnie wyglądają i fantastycznie się poruszają. Melodie zarażają pozytywnym nastawieniem do ludzi, życia i świata. Przesłanie filmu głęboko zapada w pamięć.
Снэзвуч υбе
ፀխթэпο е фօբሳ ኾդаκև
Χиዋикኯζацο ማቾиπиշα ሄефስх
И ус
Ρሀռаζር ոхрፌ ирсецур
Gdyby jutra nie było. Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów. Gdyby jutra nie było (ind. Kal Ho Naa Ho) – film z 2003 r. w reżyserii Nikhila Advaniego. Autorem scenariusza jest Karan Johar. edytuj. Zacznij iść, Naino, a droga, sama się znajdzie…. – Dlaczego tak bardzo mnie kochasz?
[Zwrotka 1]Gdyby miało nie być jutra, kupiłbym 45-tkęNaładował magazynek i zajebał komuś portfelZgarnął cały hajs jaki miał na koncieI wyjechał nową Carrerą z salonu PorscheKupił dwa bilety na Majorkę, albo do MeksykuAle wcześniej bym odjebał kilku typówI patrząc jak pociski rozrywają im aortyUśmiechnął się i któremuś napluł w mordęHeh, i walnąłbym kilka Danielsów z lodemChuj z prawem jazdy i chuj z tym samochodemŚmignąłbym dwie paki po jakiejś wiejskiej drodzeZapalił jointa, później utopił wóz w jeziorzeMoże zadzwoniłbym do ciebie z budkiMówiąc, że zależy mi na tobie i jestem smutnyI mam w bagażniku kierowcę taksówkiKtórą porwałem razem z nim i stoję na dole z flaszką wódkiWziąłbym łyka i o nic nie pytałPocałowałbym cię w usta, by poczuć smak życiaOdwrócił się, przyłożył sobie lufę do skroniGdyby miało nie być jutra tak właśnie bym zrobiłI jeszcze wcześniej pobrałbym kredyt z bankuI przegrał na wyścigach konnych resztę hajsuI do jutra byłbym martwy i kurwa przyrzekamChyba to zrobię, bo jutro nic mnie nie czeka[Refren]Ej, na pohybel wszystkimBo jutro z tego nie będzie już nic (nic)Jutro z tego nie będzie już nic (nic)Stoję sam na sam z życiem i muszę coś zniszczyćEj, na pohybel wszystkimBo jutro z tego nie będzie już nic (nic)Jutro z tego nie będzie już nic (nic)Przegrajmy wszystko i przestańmy istnieć[Zwrotka 2]Jeśli jutro byłoby wątpliwe, piłbym TequilęPóźniej dałbym kelnerce jej największy napiwekPosypałbym kreskę i zwinął dwusetkęWciągnął i wreszcie poczuł dobrze przez chwilęNaładowałbym Berettę i zapalił CohibęI zastrzelił komendanta, bo pierdolę policjęPóźniej wziąłbym tamtą kelnerkę za zakładniczkęI mówiąc, że jest wolna dał jej w prezencie walizkęA w niej moja polisę i milion w setkachKtóre wcześniej bym wyjebał z banku mordując szefaI wychyliłbym szklankę Jacka DanielsaGdyby miało nie być jutra, to jest druga wersjaPóźniej wyjechałbym S-ką z salonu MercaŁadując cały magazynek w pana prezesaWcześniej tańcząc jak wariat na masce CLS-aPóźniej wsiadłbym i uciekł na bezludne przedmieściaWcisnąłbym gaz i nie martwił o nicJadąc w ciemności przez las wyłączyłbym reflektoryZadzwonił do ciebie mówiąc, że jestem zmęczonyPrzeładował broń i przyłożył lufę do skroniI jeszcze wcześniej łyknąłbym trochę ValiumI przegrał na wyścigach konnych resztę hajsuI do jutra byłbym martwy i kurwa przyrzekamChyba to zrobię, bo jutro nic mnie nie czeka
Listen to Gdyby miało nie być jutra - Single by Albo Inaczej & Mrozu on Apple Music. Stream songs including “Gdyby miało nie być jutra”. Album · 2018 · 1 Song
Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie poradzić z bólem. By przetrwać, postanowił żyć tak, jakby nie miał nic do stracenia: mocno, bez zahamowań i na krawędzi. Bo bez niej nic nie miało sensu. Równie dobrze mógł zostać królem miejskiego Milena wraca do ich rodzinnego miasta w glorii gwiazdy filmowej. Choć odniosła sukces, nie jest szczęśliwa. Pora jednak stawić czoło przeszłości. I zdrajcy, którym okazał się najbliższy jej próbowali o sobie zapomnieć. Ale ból wiąże równie mocno jak że sercu nie można rozkazywać. A Milenę i Igora łączy uczucie jedyne w swoim rodzaju. Czy okaże się dość silne, by pokonać kłamstwa, żal i lata milczenia?Ten związek może być najbardziej szaloną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobili. I prawdopodobnie jeszcze tego pożałują. Ale żyje się raz. I kocha prawdziwie też tylko raz. Rok wydania2021Liczba stron189KategoriaLiteratura pięknaWydawcaSłowneISBN-13978-83-8053-957-0Język publikacjipolskiInformacja o sprzedawcyePWN sp. z piękna Historia kontrfaktyczna, zwana też alternatywną, od lat fascynuje nie tylko historyków. Próby odkrycia „co by było, gdyby” wciąż podejmują rzesze artystów, filmowców i pisarzy. Każdy z nas czasem zastanawia się, jak potoczyłoby się... Historia kontrfaktyczna, zwana też alternatywną, od lat fascynuje nie tylko historyków. Próby odpowiedzi na pytanie „co by było gdyby” budzą w równym stopniu ciekawość, co kontrowersje. Jednak warto to pytanie zadawać, by lepiej... Zastanawiałeś się kiedyś co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że dzisiaj jest Twój ostatni dzień życia? Jak byś się zachował gdyby nie było jutra? Zapewne zrobiłbyś to, o czym zawsze marzyłeś. Skupiłbyś się przede wszystkim... -20%-20%Renata Piątkowska pisała już o przysłowiach i przesądach, a teraz napisała książkę o zwyczajach. Wszystkie dzieci malują pisanki ale czy wiedzą, dlaczego malują właśnie jajka? I skąd się wziął prima-aprilis? A lanie wosku w... -20%-20%Renata Piątkowska pisała już o przysłowiach i przesądach, a teraz napisała książkę o zwyczajach. Wszystkie dzieci malują pisanki ale czy wiedzą, dlaczego malują właśnie jajka? I skąd się wziął prima-aprilis? A lanie wosku w... Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie... Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością życia. Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie... Znana aktorka Emily Ackerman całe życie kieruje się radami z listów, które matka pisała do niej przed śmiercią. Gdy zawodowa porażka sprowadza na nią falę krytyki, kobieta usuwa się do rodzinnego Nantucket, by zająć się remontem i... -20%-20%Urke Nachalnik to pseudonim literacki przedwojennego autora kryminałów pochodzenia żydowskiego, które właściwe nazwisko brzmiało Icek Boruch Farbarowicz. Za działalność przestępczą trafił na długie lata do więzienia, gdzie z...
Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością życia. Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić.
(Z uczuciem) Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie poradzić z bólem. By przetrwać, postanowił żyć tak, jakby nie miał nic do stracenia: mocno, bez zahamowań i na krawędzi. Bo bez niej nic nie miało sensu. Równie dobrze mógł zostać królem miejskiego półświatka. Teraz Milena wraca do ich rodzinnego miasta w glorii gwiazdy filmowej. Choć odniosła sukces, nie jest szczęśliwa. Pora jednak stawić czoło przeszłości. I zdrajcy, którym okazał się najbliższy jej człowiek. Availability: WYPOŻYCZALNIA DLA DOROSŁYCH All copies are currently on loan: sygn. (2 egz.) FILIA NR 1 (PRZECHOWO) There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) FILIA NR 3 (GRUCZNO) All copies are currently on loan: sygn. (1 egz.) Other editions: Legimi 2021 Legimi 2021
Listen to unlimited streaming or download Gdyby miało nie być jutra by Albo Inaczej in Hi-Res quality on Qobuz. Subscriptions from $10.83/month.Sezon turystyczny na Pomorzu Zachodnim rozpędza się. Nie ma mowy o 100% obłożeniu, ale zainteresowanie turystów jest większe niż przedsiębiorcy spodziewali się w maju i w czerwcu. Jak wygląda sytuacja biur podróży? Zrzeszone w Izbie organizacje zapewniają, że sezon jest bardzo dobry, mimo wzrostu cen i relatywnie sporej niepewności związanej np. z lotami samolotów. – Turystyka odrodziła się po pandemii COVID-19, ale potem całą branże przydusiła wojna w Ukrainie oraz inflacja. Z relacji naszych przedsiębiorców wynika, że jesteśmy tak spragnieniu odpoczynku, że często wydajemy na niego ostatnie pieniądze. To jest trochę znak czasów, że obecna sytuacja gospodarcza sprawia, że decydujemy się na wyjazd teraz, nawet jeżeli jest to delikatnie w sprzeczności z racjonalnym planowaniem naszego domowego budżetu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Szturm na biura podróży mimo wojny w Ukrainie i inflacji Relacje przedsiębiorców zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczych zajmujących się obsługą turystyczną są pozytywne. To jest dobry sezon, a zainteresowanie Polaków wyjazdami za granicę jest wyższe niż się spodziewano. Przedsiębiorcy przyznają jednak, że zarówno inflacja jak i wojna w Ukrainie są generatorami niepewności. Nie ma jednak takich sytuacji, by Polacy masowo rezygnowali z urlopów. – Jest wiele osób, które nie jeździły nigdzie przez dwa lata z powodu pandemii i w tym roku jadą, nawet jeżeli te ceny są wyższe. Niektórzy mówią: jak nie teraz to kiedy? – mówi Agnieszka Strojny z biura podróży Aga Holiday. – W tym roku trochę kupujemy „jakby jutra miało nie być”. Klienci mówią, że nie wiedzą czy w przyszłym roku będzie ich stać, więc jadą na wczasy i chcą po prostu odpocząć od problemów. Poza tym urlop zagranicą i tak jest pewnie tańszy niż urlop w polskich kurortach – dodaje ekspertka. – Turcja, Grecja, Hiszpania, Egipt. Klienci interesują się egzotyką, bo coraz częściej daleka podróż jest tańsza albo podobna cenowo niż kraje europejskie – mówi Agnieszka Strojny. Katarzyna Derlecka z biura podróży Britas przyznaje, że od maja ilość klientów w biurach podróży przybywa, choć pierwszy kwartał roku 2022 z powodu wojny w Ukrainie był bardzo ciężki. – Mimo wzrostu cen biletów i benzyny, to klienci są spragnieni wczasów. Mamy wysokie obłożenie w krajach europejskich, ale także połączenie Szczecin-Turcja jest prawdziwym przebojem. – Nie odrodziła się jeszcze turystyka biznesowa. Spotkania online sprawiły, że połączenia krajowe w tygodniu cieszą się mniejszym zainteresowaniem niż przed pandemią – dodaje Katarzyna Derlecka. Eksperci przyznają, że oferty turystyczne krajowe również cieszą się zainteresowaniem, ale tutaj w dużej mierze wypoczywający decydują się na samodzielne poszukiwanie zarówno hoteli jak i atrakcji turystycznych. Polacy jadą zagranicę, ale czy turyści z zagranicy przyjeżdżają do Polski? – Silna turystyka to ważny sektor naszej gospodarki. Jako Północna Izba Gospodarcza aktywnie działamy na rzecz naszych hoteli, obiektów gastronomicznych oraz szeroko rozumianego sektora wypoczynkowego. Widzimy, że zainteresowanie Polską turystów z zagranicy jest duże, ale to wciąż nie jest sytuacja idealna. Budowa bazy hotelowej, która będzie atrakcyjna dla osób spoza Polski trwało wiele lat. Hotele i organizatorzy wycieczek bardzo liczą, że turystów będzie przybywać. Niestety wojna w Ukrainie sprawiła, że ten ruch w pierwszym półroczu był mniejszy niż przed pandemią, ale i tak delikatnie wyższy niż w roku 2021 – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Informacje, jakie otrzymujemy od hoteli są raczej pozytywne. Nie ma obłożenia na poziomie 100%, ale statystyki z czerwca i lipca są lepsze niż się spodziewano – dodaje Hanna Mojsiuk. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jest organizatorem kampanii informacyjnej „Polska jest bezpieczna na wakacje” w której informujemy o atrakcjach zachodniopomorskiego pasa nadmorskiego i dementujemy informacje o tym, że wojna w Ukrainie sprawiła, że wypoczynek tutaj jest naznaczony jakimkolwiek dyskomfortem czy zagrożeniem.Najnowszy klip promujący album Bakflip "12 Nędznych Ludzi" w reżyserii Damiana Michalaka (www.dobrekinostudio.pl)Zamów płytę http://www.embryoshop.pl
Od współautoraGosię poznałem przypadkiem, kiedy razem z moją żoną Elą kibicowaliśmy zawodnikom startującym w zawodach Ultra Mazury. Pierwsze, co zapamiętałem z naszego spotkania, to jej uśmiech. Na je twarzy nie było widać zmęczenia po pokonaniu wielu kilometrów, tylko radość. Później Ela przeczytała jakiś wywiad z Gosią i uznała, że warto o niej napisać artykuł. Skontaktowałem się więc z Gosią i tak powstał tekst dla jednego z wielu portali biegowych, z którymi w tamtym czasie współpracowałem. Stwierdziła później, że wyszedł „zawodowo”. Takiego określenia używa, gdy jej się coś podoba lub robi na niej duże wrażenie. Po publikacji stwierdziła, że jeśli będzie pisała książkę, to się do mnie zgłosi. To wtedy właśnie dowiedziałem się, jakie jest jej szóste marzenie. Czułem się wyróżniony, że mi o tym powiedziała. Wiedziałem, że pisanie książki, zwłaszcza biografii, jest procesem długim i żmudnym, gdyż w pamięci trzeba odszukać coś, co wydarzyło się dawno temu. Zaproponowałem, że jeśli rzeczywiście chce ze mną współpracować, to nie ma na co czekać i już teraz musimy zabrać się do roboty. Poprosiłem, żeby się nad tym zastanowiła, bez pośpiechu. Podjęła decyzję natychmiast, zaufała mi. „Robimy to” – stwierdziła. Taka jest. Nie certoli się w tańcu, tylko jak jest czegoś pewna, to po prostu bierze się do roboty. Od razu złapaliśmy dobry kontakt i się podejście bardzo ułatwiało mi pracę. Gosia jest zadaniowa. Nigdy nie marudziła w stylu: „Nie wiem, jak to napisać”, „Nie znam się”, „Nigdy tego nie robiłam”, „Nie chce mi się”, „Nie dam rady”, „To za trudne” itp. Na każdą moją uwagę, prośbę o dopisanie jakiegoś fragmentu ze swojej historii czy też uzupełnienie niepełnych informacji, które mi podsyłała, zawsze odpowiadała tym samym stwierdzeniem: „Tak jest, szef!”. No i tak to ja mogę współpracować…! Nigdy nie było między nami sporów, tylko merytoryczna wymiana zdań i wybór najlepszego rozwiązania. Gosia ufała mi i polegała na moim rok 2017, kiedy rozpoczęliśmy pisanie książki. Najpierw po zapoznaniu się z historią Gosi pomyślałem, że popularne hasło: „Żyć, jakby nie było jutra” obrazuje jej podejście do życia. Opracowałem plan książki, tworząc tytuły rozdziałów. Pierwszy miał opowiadać o tym,jak zmieniła podejście do siebie, świata i życia. Chciałem, żeby było jak w filmach Hitchcocka, czyli akcja powinna zaczynać się od trzęsienia ziemi. Kiedy przesłałem Gosi spis rozdziałów, znów stwierdziła, że jest „zawodowo”.Od początku chciałem, żeby książka była pisana w pierwszej osobie liczby pojedynczej. To Gosia miała bezpośrednio opowiadać czytelnikowi o swoim życiu, przeżyciach, rozterkach, przemyśleniach. Motywować, pokazywać, jak sobie radzi z często dramatycznymi sytuacjami. Chciałem, żeby nawiązała dialog z odbiorcami, mówiła do nich, śmiała się razem z była tworzona jak zwykły wywiad. Informacje czerpałem od Gosi – z treści przesyłanych mi plików wordowskich lub na messengerze, z naszych rozmów oraz z wywiadów, których udzielała. Wysyłałem jej wytyczne. Na początku myślała, że praca będzie szybka. Pierwszy tekst, który od niej otrzymałem do pierwszego rozdziału, liczył... półtorej strony. I tu zaczęła się moja rola. Pomiędzy zdaniami, pisząc innym kolorem, zadawałem pytania. Chciałem, żeby rozwijała dany temat, sytuację, zdarzenie. Pytałem: „o czym mówiliście”, „co ona/on dokładnie powiedziała/powiedział”, „pisz dialogi”, „jak ona/on wyglądała/wyglądał”, „opisz miejsce, w którym byłaś” i co najważniejsze, chciałem emocji, emocji i jeszcze więcej emocji. Miała opisywać, co czuła, co myślała w danej chwili, jak reagowali inni na to, co się wydarzyło w danym momencie. To nie mogła być sucha historia, jak najpierw wyobrażała sobie to Gosia, i samo przedstawienie faktów. Chciałem, żeby przemawiała do czytelnika swoimi emocjami, miała pokazać, co jej w duszy grało. Często było tak, że w opisach danej sytuacji czegoś mi brakowało. Z naszych messengerowych „rozmów” wiedziałem, co czuła i myślała. Poza tym czerpałem o niej informacje z wywiadów udzielanych dla różnych pism oraz telewizji. Dlatego tworząc rozdział, pisałem to, co wydawało mi się, że myślała, a sama tego mi nie przekazała. Następnie przesyłałem jej te teksty zaznaczone innym kolorem do sprawdzenia i autoryzacji, czy rzeczywiście tak czuła. Po pierwszej takiej sytuacji padło zdanie, które często później powtarzała: „Napisałeś to tak, jakbyś siedział mi w głowie, dokładnie tak myślałam”. Wiedziałem wtedy, że właściwie Gosię „czytałem” i potrafiłem przelać to na karty intuicyjnie; to, co akurat myślała. Mówiłem, żeby nie zwracała uwagi na szyk zdań, chronologię czy styl. Od tego byłem ja. Jeśli czegoś brakowało mi w jej wypowiedzi, to dopytywałem, ona dosyłała brakujące fragmenty, a ja znów drążyłem. Pisałem zdania po swojemu, przestawiałem szyk, poprawiałem błędy, pytałem o szczegóły, które dla niej były jasne, ale trzeba było je tak przedstawić, żeby czytelnik wszystko właściwie zrozumiał. Później, kiedy dokonywaliśmy ostatnich poprawek, w tej pracy uczestniczyła też moja Ela. Niesamowicie nam pomogła, zaproponowała wiele poprawek, a jej uwagi były powiewem świeżości i nowego spojrzenia. Bardzo za to, Elu, historię Gosi, od początku wiedziałem, że nie ma to być książka o bieganiu czy tylko o biegaczce. Chciałem, żeby trafiła do szerszego odbiorcy, do kobiet i mężczyzn. To według mnie miała być opowieść o człowieku, który chwyta życie za grzywę i kieruje nim tak, jak chce. Los płata mu figle, a on uśmiecha się, patrzy mu prosto w twarz i mówi: „Co tak słabo się starasz? Co jeszcze wymyślisz? I tak mnie nie zatrzymasz!”.Ta książka to również moje dziecko. W każdym wyrazie, zdaniu jest cząstka mnie. Mam nadzieję, że Wy, Drodzy Czytelnicy, odnajdziecie tam też siebie, a opowieść Gosi będzie dla Was inspiracją, może natchnieniem i motywacją, żeby żyć, jakby nie było CieślaRozdział 1Ponowne narodzinyW życiu dobrze jest mieć cele i marzenia, które nadają mu sens. Popychają nas do działania i powodują, że żyjemy pełniej. Po ich realizacji zostają wspomnienia. To jak kadry z filmu – pielęgnujemy je niczym najdroższy skarb. Dlatego warto ostatni, piękny letni dzień sierpnia 2008 roku w położonym nad morzem Smołdzinie wzięłam ślub. To miał być najpiękniejszy dzień w moim życiu. Taki idealny, wymarzony: biała suknia, dużo gości, przystrojona sala i piękna słoneczna pogoda. Tak miało być i wszystko bajecznie się spełniło. Nie było nic, co chciałabym Krzysiem spotykaliśmy się od ośmiu lat, więc razem czekaliśmy z niecierpliwością na to ważne dla nas wydarzenie. Małżeństwo wyobrażałam sobie wtedy jako początek czegoś nowego, drogę pełną zmian, nowych obowiązków, robienia wszystkiego razem i tworzenia wspólnej historii. Byłam szczęśliwą, zakochaną panną młodą, która miała przed sobą wizję partnerskiej sielanki. Miało być dorosłe życie, wspólne mieszkanie, codzienne gotowanie i sprzątanie. Myślenie o przyszłości, dzieciach i pełnej życiowej stabilizacji. Byłam radosna i nie widziałam żadnej rysy na tym „szkle”. Wszystko pięknie się los czasami bywa złośliwy, krnąbrny i nieźle daje popalić. W pewnym momencie mojego życia zrozumiałam, że jakiś mały szczegół może zburzyć marzenia i przekreślić nawet najbardziej misternie opracowany plan na przyszłość. Postanowiłam więc nie marnować swojego w dorosłe życie zgodnie ze swoimi planami i marzeniami. Studiowałam wtedy jeszcze zaocznie fizjoterapię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. Zaczynałam ostatni, piąty, rok i pisałam pracę magisterską. W międzyczasie już pracowałam na pełnym etacie w gabinecie fizjoterapii. Na październik mieliśmy zaplanowany wymarzony miesiąc miodowy – tydzień na greckiej wyspie Zakynthos. Zanim jednak się tam wybraliśmy, wydarzyło się coś, co na zawsze całkowicie zmieniło moje podejście do tygodnie po naszym ślubie razem z Krzyśkiem bawiliśmy się na weselu mojej najlepszej przyjaciółki Kasi. Byłam jej świadkową i bardzo przeżywałam to wydarzenie. Przyjęcie miało nieco inny styl niż tradycyjne polskie wesela. Z Kasią znałam się od dzieciństwa, bo mieszkałyśmy w tym samym bloku. W czasie studiów poznała Norwega, dlatego wesele było pełne godzinnych przemówień wygłaszanych przez rodzinę i znajomych pana młodego, co jest tradycją w tamtym kraju. Bardzo się wszystkim stresowałam. Chciałam mieć dobry kontakt z zagranicznymi gośćmi, a mój angielski niestety nie był na wysokim poziomie. Zależało mi, aby dobrze się bawili i miło wspominali Polskę. Na szczęście wszystko udało się znakomicie, a ja, jak zawsze na imprezach, świetnie bawiłam się do rana. Niestety, następnego dnia zauważyłam, że mam spuchnięte oko. Podczas poprawin zaczęło mnie boleć i mocno swędzieć. Kręciłam się nerwowo, wciąż zabawiając gości weselnych i przysłaniając oko grzywką. Z każdą chwilą było coraz gorzej. W poniedziałek rano wokół oka pojawiły się krostki. Gdy zobaczyła mnie okulistka, od razu wypisała skierowanie na oddział zakaźny. Diagnoza brzmiała: półpasiec oka prawego.***Zgodnie z procedurą szpitalną przed przyjęciem na oddział przeprowadzono ze mną wywiad. Od razu zgłosiłam uczulenie na ten dzień, jakby to było dzisiaj. Piątek, 19 września 2008 roku. Dlaczego nikt nie sprawdził zapisów znajdujących się w mojej dokumentacji, tego nie wiem do dzisiaj. Ktoś podjął decyzję, żeby zaaplikować mi dożylnie antybiotyk. Mam przed oczami pielęgniarkę, która podchodzi do mojego łóżka, a następnie przez plastikową rurkę wenflonu powoli i z uśmiechem na ustach wprowadza niczego już nie pamiętam. Podobno straciłam przytomność. Później dowiedziałam się, że przeszłam wstrząs anafilaktyczny z utratą krążenia i oddechu.***Było jasno i przyjemnie. Jakby gdzieś z oddali świeciło słońce. Byłam spokojna i wiedziałam, że się uśmiecham. Czułam się tak dobrze. Widziałam dwie strony ogromnej przestrzeni. Jedną z nich była krawędź, jakby ciemniejszy brzeg. Za nim, z góry zauważyłam… siebie. Ten widok jednak zupełnie mnie nie zdziwił. Nie chciałam dotrzeć do tego brzegu. Dobrze mi było tam, gdzie się znajdowałam, i wcale nie chciałam stamtąd wracać. W tamtej chwili nic mnie nie bolało, czułam się bezpieczna. Tak bardzo chciałam pozostać tam już na zawsze. Było ciepło i na sobie prostą, luźną jasną sukienkę. Moje włosy były lekko kręcone. Wszystko dokoła błyszczało i promieniało, a ja chciałam tego dotykać, poczuć to. Nie widziałam, co to jest, bo kształty były niewyraźne. Chciałam chwycić te błyszczące rzeczy, by zobaczyć je z bliska. Jednak gdy wyciągałam po nie dłoń, one się oddalały. To zmusiło mnie do podjęcia decyzji. Jeśli chcę je zobaczyć, a chciałam bardzo, to muszę za nimi iść. Szłam więc w kierunku… tunelu. Zaczęłam się obracać i zauważyłam, że ciągle znajduję się nad sobą. Patrzyłam na siebie z góry. Ta druga „ja” na dole leżała bezwładnie na łóżku w białej, szpitalnej dowiedziałam się, że pielęgniarka, gdy zobaczyła moją reakcję na wstrzyknięcie antybiotyku, zaczęła wołać o pomoc. Tak zeznawała, jednak ja tego nie widziałam. Pamiętam tylko widok samej siebie. Byłam sama w izolatce. Wokół białe ściany, jedno okno z kratami i drzwi. Pośrodku stało łóżko, a na nim leżałam zawiał wiatr, a potem jakby trąba powietrzna zepchnęła mnie w dół. Poczułam uderzenia w klatkę piersiową. Wtedy też usłyszałam krzyki.– Jak masz na imię, no powiedz, jak masz na imię?! Słyszysz?!– Gosia, Gosia – odpowiedziałam. – Co się stało?Byłam przerażona. Spojrzałam na pięć lub sześć osób ubranych na biało i stojących nade mną. Oni też byli przerażeni. Krzyczeli na siebie, panował niesamowity harmider. Podłączali urządzenia, które nagle znalazły się w moim pokoju. Wcześniej, gdy jeszcze przebywałam w górze, nie widziałam tego sprzętu. Ludzie wokół mnie wykonywali chyba jakieś badania, a przynajmniej tak mi się krzyczeli na mnie. Dlaczego nie powiedziałam, że jestem uczulona? Odpowiedziałam, że mają to wszystko napisane w wywiadzie. Wtedy wrócili do wzajemnego oskarżania się,zwalali winę na kogo tylko można. Później nastała cisza. Nikt nie chciał już ze mną rozmawiać, chyba nie wiedzieli, co mają mówić. Widziałam, że są w totalnym szoku. Może też czuli się winni, gdy zrozumieli, co mogło się pewnym czasie usłyszałam rozmowę telefoniczną. Pełną przekleństw. Jedna z pielęgniarek opowiadała komuś o całej sytuacji. W rozmowie winę za podanie mi antybiotyku zrzuciła na koleżankę. Usłyszałam, że tamta mogła mnie zabić.– Mielibyśmy przeje… – izolatce, gdzie byłam na obserwacji, została przy mnie jedna z pielęgniarek.– Czy może mi pani powiedzieć, co się tutaj działo? – zapytałam, kiedy wszystkie parametry zaczęły wracać do normy.– Miałaś szczęście – odpowiedziała z troską w głosie. – Zdążyli z reanimacją w ostatniej, piątej, czyli złotej minucie. Przeżyłaś śmierć kliniczną. Masz, dziewczyno, coś jeszcze do zrobienia na tym wszystko zaczęło do mnie docierać. To, co się ze mną działo i co mogło się stać. Byłam wystraszona, zaniepokojona, zdenerwowana. Bardzo bolała mnie klatka piersiowa. Serce ciągle waliło jak oszalałe, a dłonie mocno się pociły. Gdy próbowałam coś powiedzieć, głos mi drżał. Pielęgniarka była poważna, mówiła do mnie powoli i spokojnie. Czasem się uśmiechała. Chyba chciała rozluźnić napięcie i wyciszyć moje emocje. Próbowała mnie nawet złapać za rękę, ale ja od razu cofnęłam dłoń. Byłam zła na wszystkich ludzi w tym szpitalu i na nią też. Targał mną gniew, również z powodu niezrozumienia tej całej sytuacji. Wciąż nie mogłam pojąć, jak mogło do tego dojść.– Czy pani może mi wytłumaczyć, co się stało? Co oni ze mną robili? Ciągle bolą mnie żebra – wysyczałam przez zęby, wpatrując się w nią zapamiętale.– Udzielano ci pomocy. – Pielęgniarka starała się mówić spokojnie, ale zauważyłam, że przychodziło jej to z trudem. Może czegoś się obawiała?– No tak, to rozumiem, ale dlaczego podano mi ten lek?– Nie wiem. Pielęgniarka miała go w na nią i kipiała we mnie złość. Czy oni robią ze mnie idiotkę? Miałam ochotę krzyczeć.– Przecież dobrze pamiętam rozmowę z kobietą, która podawała mi lek – mówiłam. – Kiedy poinformowała mnie, że to augmentin, zapytałam, czy ten lek nie zawiera penicyliny, bo ja jestem na nią uczulona. Na jej pytanie, czy zgłaszałam to w wywiadzie, odpowiedziałam, że tak. Wtedy powiedziała, że pewnie nie ma – siedząca przy moim łóżku milczała, a ja czułam się bezradna.– Niech mi pani powie, czy pielęgniarki nie znają składu leków? – Nie odpuszczałam.– Oczywiście powinny, ale nie muszą. Mają zlecenie od lekarza, więc je wykonują.– To kto zlecił mi ten lek?– Niestety, nie potrafię pani odpowiedzieć na to pytanie. Niech się pani cieszy, że żyje, i proszę się już słowa zupełnie do mnie nie docierały. Byłam wystraszona, a nade wszystko zła i oburzona całą sytuacją. Targały mną same negatywne emocje. Chciałam usłyszeć odpowiedź na pytanie: dlaczego? Dlaczego ja? Przyszłam do szpitala z powodu spuchniętego oka, a mogli mnie wywieźć w czarnym worku. Chciałam wiedzieć, kto jest za ten błąd odpowiedzialny. Jak mogło do tego dojść?Byłam też zła z innego powodu. Jeszcze nie tak dawno czułam się spokojna, odprężona i bezpieczna. Gdy znajdowałam się gdzieś tam, pod sufitem i patrzyłam na siebie z góry, nie było we mnie gniewu, żalu ani poczucia bezradności. Mogłam już tam zostać i cieszyć się jasnością, do której zmierzałam. I nagle w bólu, strachu i niepewności wróciłam do żywych. Byłam pełna później dziękowałam losowi, że wróciłam. Potrzebowałam po prostu czasu, by ochłonąć.***Ponieważ przebywałam w izolatce oddziału zakaźnego, mój mąż nie mógł do mnie przychodzić. Widzieliśmy się jedynie przez okno. Niestety, pokój, w którym przebywałam, znajdował się na jednym z wyższych pięter, więc nawet nie słyszałam, co Krzyś do mnie mówił. Mogłam jedynie mu pomachać i cieszyć się, że go widzę. Wyjrzałam przez kraty w oknie. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się, jakby chciał przekonać, że wszystko będzie dobrze. Pamiętam jego zmartwioną twarz, gdy stał przed budynkiem. W rękach trzymał pluszowego misia. Podniósł go do góry i podrzucił. Moje okno było zbyt wysoko, ale ten gest mnie rozczulił. Po policzkach spłynęły mi łzy. Ze wzruszenia, ale też z bezradności. Chwyciłam za telefon, wybrałam jego numer i rozpłakałam się w słuchawkę.– Kocham cię, tak bardzo tęsknię – wykrztusiłam. Zanosiłam się płaczem. Myślałam o tym, jak bardzo chciałabym się do niego przytulić i wreszcie poczuć mnie, że już niedługo to się skończy, że będziemy razem, pojedziemy na wycieczkę i wtedy odpocznę. Kazał mi się położyć i pomarzyć. Wyobrazić sobie nas na wyspie, na której wszędzie wokół rosną palmy, poczuć ciepło, usłyszeć szum morza. I tak zrobiłam. Odeszłam od okna, trzymając przy uchu telefon. Położyłam się na łóżku, przykryłam kołdrą i próbowałam wyciszyć. Krzysiek zagadywał mnie, mówił, co musimy kupić na wyjazd. Pytał, czy potrzebuję nowy kostium. Starał się odwrócić moją uwagę od ostatnich przykrych zdarzeń i miejsca, w którym się znajdowałam. Rozmawiał ze mną przez telefon, wracając do domu. W tle słyszałam kroki i odgłosy przejeżdżających ulicą samochodów. Zapragnęłam tej normalności, tego gwaru życia, codziennych zwykłych czynności, pracy, gotowania obiadów… Leżałam i wyobrażałam sobie, że wkrótce wyjdę z izolatki. W końcu zasnęłam.***Podczas pobytu w szpitalu nikt nie chciał ze mną rozmawiać o tym, co się stało. To wzbudziło we mnie jeszcze większy trakcie kolejnego obchodu odwiedziła mnie lekarka, którą widziałam po raz pierwszy. Zapytałam ją, czy mogłaby porozmawiać z panią ordynator oddziału.– Nie ma jej teraz – odpowiedziała sucho.– To może pani mi wyjaśni, dlaczego został mi podany antybiotyk, na który jestem uczulona?Lekarka uciekała wzrokiem. Nie patrząc mi w oczy, odpowiedziała, że ten lek postanowił wprowadzić okulista.– Pamiętam, że to pani ordynator wspomniała o możliwym zastosowaniu antybiotyku, a nie okulista. – Nie dawałam za wygraną.– Nie wiem, nie było mnie tutaj.– W takim razie żądam swojej dokumentacji i historii choroby! – wykrzyczałam z wściekłością. Byłam zdenerwowana obojętnością lekarki i jej oschłym zachowaniem wobec mnie, pacjentki, która omal nie umarła przez głupi błąd personelu tego szpitala.– Otrzyma ją pani dopiero po złożeniu podania do dyrekcji szpitala. Jak pani już stąd wyjdzie. – Odwróciła się na pięcie i razy zwracałam się z żądaniem udostępnienia mi pełnej dokumentacji, ale odpowiedź za każdym razem była taka sama: otrzymam akta po wyjściu i po złożeniu podania do dyrekcji szpitala.***Na oddziale zakaźnym obowiązywał pewnego rodzaju rygor, na przykład zakaz chodzenia po korytarzu ze względu na specyfikę oddziału. Jednak kiedyś specjalnie zaczaiłam się na panią ordynator. Kiedy ją zobaczyłam, powiedziałam, że chcę porozmawiać. Odparła, że mam wracać do swojego pokoju, a ona zaraz do mnie przyjdzie. Niestety, nie pojawiła się ani tego dnia, ani podczas kolejnych.***Codziennie rozmawiałam z Krzyśkiem przez telefon. Mówiłam mu, że cały czas atmosfera wokół mnie jest bardzo napięta. Owiana tajemnicą. Nikt nie chciał mi niczego tłumaczyć, a ja nawet nie wiedziałam, kiedy wyjdę ze szpitala. To mnie przygnębiało, bo zbliżał się termin naszego wyjazdu na Zakynthos. Z tego względu byłam też ciągle obawiał się również powikłań z powodu niedotlenienia podczas śmierci klinicznej. Na szczęście moje zdrowie z dnia na dzień się polepszało. Czekałam tylko na moment wypisu. Całymi dniami leżałam sama w tym pustym pokoju i wręcz namacalnie czułam, że atmosfera aż gęstnieje od… ciszy na temat tego, co się stało. W dalszym ciągu nikt z personelu nie chciał ze mną o tym rozmawiać, a pani ordynator do końca mojego pobytu w szpitalu już się u mnie nie pojawiła. Nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje. Ostatniego dnia przestałam już wyładowywać swój żal na personelu oddziału zakaźnego i nie odzywałam się do nich. Byłam wręcz wystraszona świadomością swojej samotności. Wmawiałam sobie, że jeśli będę agresywna, to coś mi tutaj zrobią, a ja nawet nie będę miała świadków… Te myśli wywoływała trudna do zniesienia atmosfera. Nikt mnie tu nie wspierał. Czułam, że wszyscy w szpitalu traktują mnie jak wroga. Marzyłam już o swobodzie, o uwolnieniu się z tego prawie więziennego koszmaru.***Kiedy w poniedziałek opuszczałam placówkę, czułam, że wokół mnie nadal panuje zmowa milczenia. Nie mogłam tego zrozumieć. Gryzło mnie to i było mi z tym źle aż do momentu, kiedy przekroczyłam próg pamiętam tę chwilę. Mama mówiła do mnie przez telefon, że razem z tatą zaraz po mnie przyjadą.– Stań pod dachem, bo pada – uprzedziła. – I poczekaj na po schodach, trzymałam w ręku torbę z moimi rzeczami oraz wypis ze szpitala. Nagle zrodziła się we mnie wewnętrzna potrzeba, żeby zmoknąć. Miałam ochotę poczuć, jak deszcz na mnie pada. Zapragnęłam takiego bodźca, żeby wiedzieć, że żyję i czuję. Targały mną różne emocje: od złości na cały ten cholerny szpital po euforię z poczucia wolności. Rozpłakałam się ze szczęścia, że deszcz może na mnie padać i że to wołała mnie z auta, a ja stałam mokra, jakby w zawieszeniu – nie chciałam jej słyszeć. Nie miałam na sobie nawet kurtki. Torba, którą trzymałam, cała zmokła. W końcu mama wyszła po mnie z samochodu.– Co ty robisz? – zapytała z lękiem w oczach. – Leki ci jakieś znowu dali, czy zwariowałaś? Wsiadaj zaraz, bo się przeziębisz!– Mamo, jakie to cudowne uczucie! Ja mogę zmoknąć!– Dziecko, oszalałaś. Wsiadaj, bo korek już na nas trąbił, a wtórowały mu klaksony innych samochodów, którym jego auto tarasowało przejazd. Dla mnie wtedy to była przecudna muzyka. Cieszyłam się, że mogę słyszeć dźwięki, moknąć na deszczu i dostać burę od zaniepokojonej do domu rodziców, ponieważ mieszkają niedaleko szpitala. Tam wyglądałam przez okno, wypatrując męża, który miał przyjechać po mnie po pracy. Nadal padał deszcz, a ja wręcz nie mogłam odkleić się od szyby. Mama wołała mnie do stołu na obiad, a ja patrzyłam na świat za oknem, nie chcąc nic słyszeć. Trwałam w przemyśleniach, co pochłaniało mnie bez reszty. Widziałam czubki drzew, opadające z nich liście, kałuże deszczu na ulicach i chodnikach, przepływające po niebie chmury oraz przemieszczających się w dole ludzi. Wydawało mi się, że widzę czas. Czas, który upływa. Czas zmieniający obraz za oknem z każdą mijającą sekundą. Niepowtarzalny. Nigdy wcześniej nie widziałam czasu poza chwilami, gdy spoglądałam na zegarek. Nagle dotarło do mnie, że czas upływa nieubłaganie, powodując ciągłe zmiany. Zmiany w przyrodzie i w widoku za oknem. Doszłam więc do wniosku, że zmiany zachodzą również we mnie. Analizowałam, dumałam, zastanawiałam się nad tym, aż stwierdziłam, że zmiany dotyczące mnie mogę kontrolować sama. Czas można wypełniać. Ja decyduję, czy go wydłużę, czy z niego skorzystam, czy też bezpowrotnie go stracę. Można ciągle robić coś nowego, zyskiwać. Wszystko zależy od osobistej chęci rozwoju i działania podczas uciekającego wciąż czasu. Nikt nie wie, ile jeszcze nam go zostało, żeby zdążyć coś zmienić. Zdałam sobie sprawę z tego, że mogłam już wcale go nie mieć. I nadal tak czuję. To, że los dał mi jeszcze czas, oznacza dla mnie, że muszę go teraz dobrze wykorzystać. Postanowiłam, że przestanę odkładać różne sprawy na później, bo jutra może nie być. Co przeżyję, czego spróbuję, to będzie moje. Zapragnęłam spełniać swoje pomysły, goniąc czas pozostałego życia. Marzenia – czas je realizować! One się nie spełnią same, to ja muszę je uśmiechem na twarzy usiadłam do stołu, do ciepłej pomidorowej. Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Krzyś! Wyskoczyłam zza stołu, omal nie wylewając zupy, i wpadłam mu w ramiona.– Jak się czujesz? – zapytał.– Szczęśliwa – odpowiedziałam. – Wspaniale! – dodałam. – Wszystko mi się podoba, a zupa mamy jaka jest dobra. Siadaj, jedz i jedziemy do domu.– A czemu się tak spieszysz?– Bo musimy pogadać.– O czym? Co ty wymyśliłaś? – Niepokoił się zupełnie jak mama, gdy patrzyła, jak mokłam na się do niego.– Musimy szybko mieć dziecko. Nie będziemy jednak czekać do końca moich studiów. Chcę na zawsze pozostawić po sobie ślad. Jak najszybciej. Nie ma na co czekać, bo się jeszcze nie doczekam.– Co ci się tak zmieniło? Przecież nie chciałaś zajść w ciążę podczas ostatniego roku studiów.– Wszystko się pozmieniało. Sama jeszcze tego nie pojmuję, ale za nic w życiu nie zamierzam już czekać na właściwy była przełomowa chwila, podczas której postanowiłam korzystać z każdej sekundy życia. Na maksa! I nie odkładać niczego na później. Ponieważ „później” może nigdy nie nadejść.***Dzień po moim wyjściu ze szpitala pani ordynator zadzwoniła do mnie z zaproszeniem na rozmowę w cztery oczy. Widziała już wcześniej moje zdenerwowanie i zapewne wiedziała, że nie odpuszczę i będę dążyć do wyjaśnienia błędu, jaki popełniono w szpitalu. Domyślałam się, że rozmową lekarka chce załagodzić całą na spotkanie. Niestety, nie usłyszałam wtedy nawet zwykłego „przepraszam”. Sama pracuję w służbie zdrowia i wszystko byłoby inaczej, gdyby pani ordynator po ludzku mnie przeprosiła i wytłumaczyła pomyłkę, choćby natłokiem pracy, rutyną lub po prostu panującym wówczas zamieszaniem. Zrozumiałabym. Jednak nic takiego nie usłyszałam. Kiedy przyszłam, pani ordynator już siedziała za biurkiem. Czekała na mnie. Na początku rozmowy była bardzo miła.– Proszę, niech pani usiądzie – powiedziała, wskazując mi miejsce. – Nie byłam na oddziale, gdy wychodziła pani ze szpitala. Chciałam się spotkać, ponieważ słyszałam, że bardzo przeżywała pani piątkową sytuację.– A pani by tego nie przeżywała? To takie normalne u was? – Byłam zła, bo jej brak empatii nie pasował do funkcji, którą pełniła. Jako lekarz i ordynator powinna bardziej rozumieć pacjenta. Po moich słowach przestała się uśmiechać. Wróciłam myślami do chwil, kiedy osamotniona leżałam w izolatce. Automatycznie skierowałam wzrok w stronę widoku za oknem.– Takie sytuacje się zdarzają. – Usłyszałam jej głos. – Wiem, jak to jest. Jako dziecko miałam ciężki wypadek, który ledwo przeżyłam. Bardzo długo leżałam w szpitalu i…– A co mnie to interesuje? – Przerwałam lekarce opowieść i spojrzałam jej głęboko w oczy. – Co mnie to interesuje?! Nie rozumiem związku między tymi sprawami. Przyszłam tutaj po swoje dokumenty, o które prosiłam przy wyjściu. Myślałam, że są przygotowane i w tym celu chciała pani się ze mną jakby szukając w myśli odpowiedzi.– Proszę mi powiedzieć, kto zadecydował o podaniu mi augmentinu? Była pani przecież osobiście przy wywiadzie na izbie przyjęć. Słucham. – Nie ustępowałam.– Niech się pani tak nie denerwuje – podniosła głos. – Nie była pani aż tak długo nieprzytomna. Przecież zdążyli po mnie zadzwonić i dobiegłam z budynku głównego, a byłam prawie na ostatnim to usłyszałam, coś we mnie pękło. Zrozumiałam, że ta kobieta myśli tylko o jednym: jak bez uszczerbku wyślizgnąć się z całej tej afery. Nic jej nie obchodziłam. To, co czułam, co przeszłam i czy całe zdarzenie nie odciśnie na mnie jakiegoś piętna, nie miało dla niej żadnego znaczenia. Chodziło jej tylko o to, aby nie wybuchł skandal. Pewnie obawiała się w którym przebywała w momencie wystąpienia u mnie wstrząsu anafilaktycznego, jest oddalony od oddziału zakaźnego o około trzysta metrów. To ogromna budowla, a żeby się z niej wydostać, trzeba pokonać mnóstwo schodów. Gdy to sobie uświadomiłam, to aż wstałam. To, co powiedziała, było po prostu bezczelnością z jej strony. Nie wytrzymałam i krzyknęłam:– Żądam dokumentacji! Teraz! Natychmiast!– A po co to pani? – Wyraźnie się zdenerwowała.– Bo chciałabym, żebyście tego błędu już nigdy więcej nie popełnili – rzuciłam, patrząc jej prosto w oczy.– To proszę sobie pisać pismo do dyrektora – odparła, podnosząc głos.– To sobie napiszę. Do trzaskając o udostępnienie całej mojej dokumentacji złożyłam osobiście w sekretariacie szpitala. Zgodnie z przepisami szpital miał trzydzieści dni na odpowiedź. W ostatnim, trzydziestym dniu otrzymałam listem historię tam wywiad, a w nim zaznaczona w kółku adnotacja o uczuleniu na penicylinę. W notatce z przebiegu leczenia znajdowała się też informacja o utracie oddechu i krążenia na pięć minut na skutek podania leku augmentin. Teraz miałam wszystko czarno na białym. Jasny opis sytuacji, która rzeczywiście się sprawę do Izby Lekarskiej i jak się później dowiedziałam, osoby odpowiedzialne za pomyłkę poniosły konsekwencje.***Po pewnym czasie wybaczyłam. Wybaczyłam błąd ludzki. Zrozumiałam, że tak miało być. Nie mam już do nikogo pretensji i żalu. Może nawet powinnam podziękować, ponieważ dostałam drugą szansę i nauczyłam się doceniać po stokroć każdą chwilę i jakikolwiek dar losu. Przewartościowałam swoje życie, które od tamtej chwili chwytam że będę realizować wszystko, o czym tylko zamarzę. A marzyć zamierzałam dużo i bez ograniczeń. Przecież teraz już wszystko mogę. Nie ma to była moja myśl na przyszłość. Na nowe teraz.
W przypadku książki Jakby jutra miało nie być rok wydania to 2022. Oznacza to, że odpowiedź na powyższe pytanie jest taka, że książkę wydano w zeszłym roku, czyli w 2022. Oznacza to także, że książka Jakby jutra miało nie być została napisana i zredagowana przed datą jej wydania. Autor lub autorka mogli pracować nad nią
Sklep Audiobooki i Ebooki Ebooki Literatura obyczajowa Literatura obyczajowa Wszystkie formaty i wydania (4): Cena: Oferta : 31,90 zł 31,90 zł Produkt cyfrowy Opłać i pobierz Czytaj w abonamencie W Go Max zyskujesz: Słuchasz i czytasz bez limitu Wybierasz spośród ponad 100 tys. audiobooków, ebooków i komiksów dostępnych w aplikacji Korzystasz jednocześnie na 2 urządzeniach np. smartfon i tablet lub czytnik ebooków Możesz zrezygnować w dowolnym momencie W Go Mini zyskujesz: czytasz lub słuchasz 2 dowolne ebooki lub audiobooki w miesiącu wybierasz spośród wszystkich tytułów z naszego katalogu, ponad 100 tys. audiobooków, ebooków i komiksów dostępnych w aplikacji podcasty i ASMR słuchasz bez limitu W Go Max+Music zyskujesz: Słuchasz i czytasz bez limitu Wybierasz spośród ponad 100 tys. audiobooków, ebooków i komiksów dostępnych w aplikacji Empik Go Słuchasz swojej ukochanej muzyki i autorskich playlist w aplikacji Empik Music Korzystasz jednocześnie na 2 urządzeniach np. smartfon i tablet lub czytnik ebooków I wiele więcej! Z tytułów dostępnych w abonamencie możesz korzystać tylko w aplikacji Empik Go Produkt nie jest obecnie dostępny w żadnym abonamencie Opis Opis Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością życia. Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie poradzić z bólem. By przetrwać, postanowił żyć tak, jakby nie miał nic do stracenia: mocno, bez zahamowań i na krawędzi. Bo bez niej nic nie miało sensu. Równie dobrze mógł zostać królem miejskiego półświatka. Teraz Milena wraca do ich rodzinnego miasta w glorii gwiazdy filmowej. Choć odniosła sukces, nie jest szczęśliwa. Pora jednak stawić czoło przeszłości. I zdrajcy, którym okazał się najbliższy jej człowiek. Długo próbowali o sobie zapomnieć. Ale ból wiąże równie mocno jak miłość. Tyle że sercu nie można rozkazywać. A Milenę i Igora łączy uczucie jedyne w swoim rodzaju. Czy okaże się dość silne, by pokonać kłamstwa, żal i lata milczenia? Ten związek może być najbardziej szaloną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobili. I prawdopodobnie jeszcze tego pożałują. Ale żyje się raz. I kocha prawdziwie też tylko raz. Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Gdyby miało nie być jutra Autor: Lingas-Łoniewska Agnieszka Wydawnictwo: Słowne (dawniej Burda Media Polska) Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 189 Data premiery: 2021-07-28 Rok wydania: 2021 Format: MOBI UWAGA! Ebook chroniony przez watermark. więcej › Liczba urządzeń: bez ograniczeń Drukowanie: bez ograniczeń Kopiowanie: bez ograniczeń Indeks: 39532312 Recenzje Recenzje Inne tego autora Popularne w tej kategorii
Opis produktu. W 2017 roku, ukazał się album Mroza „Zew”, który uzyskał status Złotej Płyty. Towarzyszący albumowi winyl, cieszył się ogromnym zainteresowaniem wśród fanów Artysty i w niedługim czasie wyprzedał się. Z okazji nadchodzących urodzin Artysty i na liczne prośby fanów, ukazuje się kolorowa, limitowana wersja
Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie poradzić z bólem. By przetrwać, postanowił żyć tak, jakby nie miał nic do stracenia: mocno, bez zahamowań i na krawędzi. Bo bez niej nic nie miało sensu. Równie dobrze mógł zostać królem miejskiego Milena wraca do ich rodzinnego miasta w glorii gwiazdy filmowej. Choć odniosła sukces, nie jest szczęśliwa. Pora jednak stawić czoło przeszłości. I zdrajcy, którym okazał się najbliższy jej próbowali o sobie zapomnieć. Ale ból wiąże równie mocno jak że sercu nie można rozkazywać. A Milenę i Igora łączy uczucie jedyne w swoim rodzaju. Czy okaże się dość silne, by pokonać kłamstwa, żal i lata milczenia?Ten związek może być najbardziej szaloną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobili. I prawdopodobnie jeszcze tego pożałują. Ale żyje się raz. I kocha prawdziwie też tylko raz. Rok wydania2021KategoriaLiteratura pięknaWydawcaSłowneISBN-13978-83-8053-974-7Język publikacjipolskiInformacja o sprzedawcyePWN sp. z piękna Historia kontrfaktyczna, zwana też alternatywną, od lat fascynuje nie tylko historyków. Próby odkrycia „co by było, gdyby” wciąż podejmują rzesze artystów, filmowców i pisarzy. Każdy z nas czasem zastanawia się, jak potoczyłoby się... Historia kontrfaktyczna, zwana też alternatywną, od lat fascynuje nie tylko historyków. Próby odpowiedzi na pytanie „co by było gdyby” budzą w równym stopniu ciekawość, co kontrowersje. Jednak warto to pytanie zadawać, by lepiej... Zastanawiałeś się kiedyś co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że dzisiaj jest Twój ostatni dzień życia? Jak byś się zachował gdyby nie było jutra? Zapewne zrobiłbyś to, o czym zawsze marzyłeś. Skupiłbyś się przede wszystkim... -20%-20%Renata Piątkowska pisała już o przysłowiach i przesądach, a teraz napisała książkę o zwyczajach. Wszystkie dzieci malują pisanki ale czy wiedzą, dlaczego malują właśnie jajka? I skąd się wziął prima-aprilis? A lanie wosku w... -20%-20%Renata Piątkowska pisała już o przysłowiach i przesądach, a teraz napisała książkę o zwyczajach. Wszystkie dzieci malują pisanki ale czy wiedzą, dlaczego malują właśnie jajka? I skąd się wziął prima-aprilis? A lanie wosku w... Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie... Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością życia. Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie... Znana aktorka Emily Ackerman całe życie kieruje się radami z listów, które matka pisała do niej przed śmiercią. Gdy zawodowa porażka sprowadza na nią falę krytyki, kobieta usuwa się do rodzinnego Nantucket, by zająć się remontem i... -20%-20%Urke Nachalnik to pseudonim literacki przedwojennego autora kryminałów pochodzenia żydowskiego, które właściwe nazwisko brzmiało Icek Boruch Farbarowicz. Za działalność przestępczą trafił na długie lata do więzienia, gdzie z...
Gdyby jutra nie było (2003) - Filmweb. Gdyby jutra nie było PL LEKTOR - CDA. Albo inaczej 2: Mrozu "Gdyby miało nie być jutra". Posłuchajcie! :: Magazyn :: RMF FM. CDA Premium to bowiem usługa, która wyrosła na zrębach CDA. Co prawda nie można nazwać tego serwisu pirackim, bo jego twórcy zadbali o to, by w świetle prawa mieć
Gdyby miało nie być jutra. Dilerka Emocji w gęstej od uczuć opowieści o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia – poza miłością życia. Kiedy Milena odeszła bez słowa, Igor obiecał sobie, że już nigdy nie da się zranić. Tylko w ten sposób mógł sobie poradzić z bólem.
Pezet - Gdyby miało nie być jutra Official Video. 7 years ago 00:05:46 1. Anna Matysiak znalazła chłopaka w Najlepszym Programie! 11 years ago 00:03:16 19.:3 DARK: https://www.facebook.com/DARK-BLEND-809272382581649/[Zwrotka 1: Kartky]Nie jestem sobą gdy powiek nie zamyka mgła; Zbrodnia i karaNie żyję tuż obok
.